CLUB, GODZ 21:30
Oddychałam szybko i nierównomiernie. Nie miałam pojęcia gdzie podziać swój zabłąkany wzrok. Czułam Jego palący wzrok na całym ciele. Decyzja wydawała się szybka i prosta.
UCIEKAĆ!
Postanowiłam przecisnąć się przez tłumy tańczących i spoconych ludzi, aby jak najszybciej znaleźć się przy wyjściu clubu.
Padał deszcz. Zaczełam biegnąć ile sił w nogach.Byłam komopletnie zdezoriętowana, a kątem oka widziałm Jego sylwetkę podązającą za mną. Szybko wbiegłam do domu i starannie zakluczyłam zamek w drzwiach po czym upadłam na kolana zalewając się przeraźliwym płaczem.